Rok po Roku logo
Ewa Doniec

Hej, jestem Ewa!

Fotografka ludzi towarzysząca w ważnych momentach życia.
Łapię emocje, relacje i to „coś", co innym umyka.

Cenię luz, szczerość i brak zadęcia.
Lubię się śmiać. Bo kocham życie i ludzi!
Rozmowy, spotkania i pozytywny flow.

Fotografuję ludzi na ślubach i innych uroczystościach rodzinnych oraz podczas sesji rodzinnych.

Lubię tę myśl, że moje zdjęcia przetrwają pokolenia. Że będą bardzo ważną pamiątką na wiele lat dla ludzi, którzy mi zaufali.
To jest mój motor napędowy do fotografowania.


Jak pracuję?

Co jest dla mnie ważne jako dla fotografa to:

Bez niewygodnych póz. Bez przebieranek. Bez ślepego podążania za trendami.


Prywatnie

Jestem żoną i mamą trójki dzieci, a rodzina co dzień zaskakuje mnie nowymi wyzwaniami, wobec których nie raz czuję się jak mróweczka.

Jestem gór-fanką. To kierunek większości moich mniejszych i większych wypraw. Ze wspinania i kilkutygodniowych wyryp w nieznane macierzyństwo ściągnęło mnie do trekkingu. Ale to na ten etap życia mi wystarczy. Bo ja po prostu uwielbiam ruch, wiatr i przygodę. W każdym wymiarze.

Spotkacie mnie często na rowerze w lesie.

Jestem słaba w gotowanie, siedzenie w miejscu i nie jedzenie czekolady.


Jak to wszystko się zaczęło?

Chciałabym tu napisać, że urodziłam się z aparatem w rękach… No ale nie napiszę :)

Bo choć od 9 roku życia latałam z aparatem po świecie i cykałam zdjęcia ludziom, neonom, biedronkom, to dopiero na studiach ogarnęłam się, że weszłam w dorosłość i z kasą krucho. A skoro mam dobre oko i serce, to może by jednak z tej fotograficznej zajawki coś na chleb urzeźbić.

I tak też się stało. Na 4 lata wpadłam w szpony fotografii wnętrz, portretów i produktów.

A potem zdrowy rozsądek (czytaj: rodzice) kazał mi zająć się „normalną" pracą, więc weszły na mocno tematy ekonomiczno-rachunkowe i tak minęło prawie 9 lat „etatowania się" i tęsknych spojrzeń w stronę foto-szkiełka i ciągła myśl: „przecież nie ma czasu".

Między wierszami próbowałam się wyrażać twórczo. W śpiewie. W pisaniu. Albo… w świeczkach sojowych hand-made. Nic nie przetrwało długo…

2020 rok — pandemia — i ten niepewny krok…

„Czy ktoś będzie w ogóle chciał mi zapłacić za zdjęcia?"
„Czy pchać się do świata fotografii z jednym aparatem i jednym obiektywem?"
„A co, jeśli nie pyknie?"

No i tak mamy 2026 — pyknęło :) Choć potu i łez było niemało (krwi też czasem… od obtartych pięt po reportażach weselnych)!

I tak sobie podążam. Marzę. Działam. I znów marzę. I znów działam.
Bo to praca jak wiele innych — wielogodzinna i wymagająca.

ALE dla mnie NAJLEPSZA NA CAŁYM ŚWIECIE jak długi i szeroki!

I lecę z fotografią ludzi, ich emocji, relacji, momentów.
Bliskości, naturalności, w ich własnym vibe. I w zgodzie z nimi.

BO DLA MNIE CZŁOWIEK JEST NA PIERWSZYM MIEJSCU!